W dzisiejszym odcinku z cyklu "Co mi w duszy gra, a ślina na język nie przyniesie, czyli w poszukiwaniu zaginionego tapczanu" przezentuję trzy urocze gry. Trzy, a właściwie dwie. Jednak nie brałbym tego zbyt dosłownie...
Na pierwszy ogień niech przyjrzą się grze numer zero o dźwięcznym tytule "Take something literally".
Gra warta gromnicy. Dlatego nie może dziwić, że autor zdecydował się na stworzenie drugiej części. Polecam jednak dopiero po zmierzeniu się z poprzedniczką.
1. Take Something Literally II
A na odprężenie niech rzucą okiem na ostatnią grę. Tym razem nie muszą aż tak bardzo kombinować, choć pomysł jak najbardziej oryginalny.





Dodaj komentarz, czubatkowiczu: