Dawno, dawno temu, poznańskiemu cukiernikowi przyśnił się Św. Marcin, wjeżdżający do miasta na białym koniu. Kiedy koń potknął się na śliskim śniegu, zgubił złotą podkowę. Cukiernik zafascynowany życiem świętego i tak jak on, zatroskany losem ubogich uznał to za znak. Nazajutrz upiekł słodkie ciasto, w kształcie podkowy, wypełnione białym makiem, orzechami i bakaliami i rozdał je biednym. Na pamiątkę tego wydarzenia poznańscy cukiernicy co roku, w dzień imienin Św. Marcina wypiekają słodkie rogale. Kiedy tego dnia spadnie śnieg, Poznaniacy powtarzają, że Św. Marcin przyjechał na białym koniu...
(tekst pochodzi z TEJ strony)
Raz lutową nocą ciemną zakiełkował w mojej głowie pomysł założenia czegoś na kształ bloga kuchennego. Od pomysłu do czynu droga bywa długa ale nie tym razem.
Pewnego dnia, czytając książkę natknęłam się na słowo, którego już bardzo dawno nie słyszałam. Od tego momentu zaczęłam zwracać uwagę na te słowa, których nie używa się w języku potocznym albo po prostu zapomina się o nich. W ten oto sposób wykiełkowała myśl o REZERWACIE WYMIERAJĄCYCH SŁÓW. Pierwsze z nich poniżej.
Postuluje się o wykreślenie środy z całego tygodnia lub o możliwość jej przesypiania w całości, jako najbardziej beznadziejnego dnia w tygodniu.
.: Ludzie-ryby
Ostatnimi czasy wszyscy mieszkańcy Krakowa przeszli wtórne przystosowanie do życia. Nieliczni szczęśliwcy już dawno posiadali błony między palcami. Jednak inni dopiero musieli nauczyć się z nimi żyć. Zaraz potem wykształciły się pierwsze elementy skrzeli. Z czasem kolejne kończyny zaczęły zamieniać się w płetwy. I tak krakowianie stali się karpianami. A Kraków - Karpiowem. A wszystko to dzięki hektolitrom wody padającej z nieba.
Koniec.


